Horror i przełamanie

7 Oct 2022 |

Główny nadawca PGNiG Superligi słusznie ocenił potencjał naszego pojedynku z Grupą Azoty Unią Tarnów. Mieliśmy dużo walki w obronie i trafienia w ostatnich sekundach. A na dokładkę kulminację emocji w serii rzutów karnych. Ostatecznie przełamaliśmy złą serię, ale w zamian na parkiecie musieliśmy zostawić sporo zdrowia.

 

Główny nadawca PGNiG Superligi słusznie ocenił potencjał naszego pojedynku z Grupą Azoty Unią Tarnów. Mieliśmy dużo walki w obronie i trafienia w ostatnich sekundach. A na dokładkę kulminację emocji w serii rzutów karnych. Ostatecznie przełamaliśmy złą serię, ale w zamian na parkiecie musieliśmy zostawić sporo zdrowia.

 

Wynik w piątkowym pojedynku otworzył Piotr Krępa, ale Unia szybko odpowiedziała za pośrednictwem Keisuke Matsuury. Już pierwszy kwadrans pokazał jak będzie wyglądał ten pojedynek. Mało trafień, dużo emocji i walka w defensywie. W 15. minucie tablica pokazywała wynik 4-4, a sporą rolę w obu zespołach odgrywali bramkarze.  Pięć trafień Tarasa Minotskyi’ego z rzędu na przestrzeni kolejnych sześciu minut pozwoliło gościom wyjść na czterobramkowe prowadzenie. Odpowiedzieliśmy zaledwie jedną bramką Jędrzeja Zieniewicza i w ostatnich minutach pierwszej części musieliśmy walczyć o odrabianie strat. Na nasz zespół dobrze podziałał czas dla trenera Pawła Nocha, bo w ostatnich minutach rozruszaliśmy się w ofensywie niwelując różnicę do jednej bramki.

Początek drugiej połowy nie przyniósł drastycznej zmiany obrazu gry. Lepiej zaczął nasz zespół, ale bramek mieliśmy jak na lekarstwo. Konsekwentna gra w obronie pozwoliła nam wrócić na prowadzenie w  37. minucie po trafieniu Konrada Pilitowskiego. Zawodnicy Unii jednak wcale nie zamierzali odpuszczać, otrząsnęli się po słabszym okresie i utrzymali jednobramkowy kontakt. W ostatnich minutach cały czas toczyła się walka bramka za bramkę. Wydawało się, że spokój może nam dać prowadzenie 20-18 na dwie minuty przed końcem spotkania, ale goście nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Błędy w ataku pozycyjnym dały przyjezdnym szansę na punkty, z której skrzętnie skorzystali, a remis i rzuty karne dała im bramka Tarasa Minotskyi’ego. 

Wydawało się, że na fali wznoszącej pozostaje drużyna Grupy Azoty Unii Tarnów i to samo wskazywały pierwsze serie “siódemek”. Swoich rzutów nie trafili Mateusz Kus i Mateusz Góralski, a goście byli nieomylni. Do czasu aż w bramce pojawił się Krzysztof Szczecina. Nasz golkiper dał impuls odbijając pierwszy rzut, koledzy nabrali pewności siebie i poprawili skuteczność, a w kolejnej serii Szczecina zatrzymał kolejnego zawodnika doprowadzając do remisu. Zwycięstwo i niezwykle cenne przełamanie dał nam pewny rzut kapitana zespołu, Mateusza Kusa. MVP meczu został świetnie spisujący się w regulaminowym czasie gry Jan Hrdlicka, ale swoją rolę odegrał także bohater serii karnych – Krzysztof Szczecina. Tym samym kaliska publiczność najwięcej zawdzięczała duetowi bramkarzy, który uzupełniał się w znakomity sposób w najważniejszych momentach piątkowej rywalizacji.

Energa MKS Kalisz – Grupa Azoty Tarnów 20:20 7:6 K (9:10)

MVP: Jan Hrdlicka (Energa MKS Kalisz)

Energa MKS Kalisz: Szczecina, Hrdlicka – Zieniewicz 7, Góralski 4, Adamczyk 3, M. Pilitowski 2, Krępa 2, K. Pilitowski 1, Drej 1, Wróbel, Kus, Biernacki, Bekisz, Kużdeba.

Kary: 4

Unia Tarnów: Małecki, Bartosik – Minotskyi 8, Yoshida 4, Sikora 3, Matsuura 2, Podsiadło 2, Sanek 1, Zahirović, Buszkow, Słupski.

Kary: 4